„Ja znam słowa /
które jak atropina /
rozszerzają źrenice /
i zmieniają kolor świata”

[Małgorzata Hillar]

Nie będzie to typowa recenzja książki, ponieważ sama książka też jest nietypowa. Niby o gotowaniu i z przepisami. Właściwie sama spodziewałam się wyłącznie tego.
Niezwykle zaskoczył mnie wstęp – aż przetarłam oczy ze zdumienia i przeczytałam go po raz drugi. Trochę, aby się upewnić, że faktycznie jest tak magiczny, trochę aby nic mi nie umknęło. Wstęp jest przepiękny, fascynujący, niecodzienny, pełen emocji, głębokich przemyśleń, obrazów, zapachów i smaków, a przy tym bardzo bliski mojemu pojmowaniu rzeczywistości.

Książkę „God food” mam ze względu na to, że miałam okazję (i zmysłową przyjemność) jeść przepyszne potrawy w Tel Avivie – warszawskiej restauracji Malki Kafki. Wszystko dlatego, że kiedyś rozmawiałyśmy z Kasią o dobrym, zdrowym jedzeniu i Kasia powiedziała, że jak będę w Warszawie to koniecznie muszę iść do Tel Avivu. Kilka miesięcy późnej byłam w Warszawie/Tel Avivie, i byłam zachwycona smakami. Tak bardzo, że dobrą nowinę puściłam dalej i jakiś czas później dostałam od Antosi wiadomość ze zdjęciem i retorycznym pytaniem: zgadnij, gdzie jestem? :). Nadal serdecznie polecam to miejsce, więc jeżeli tylko będziecie w Warszawie…

„God Food” zamówiłam, pamiętając restauracyjne smaki – aby zainspirować się zawartymi tam przepisami i przemycić coś do swojej kuchni. Dopiero z opisu na okładce dowiedziałam się, że autorka to znana i ceniona restauratorka oraz osoba, która prowadziła kulinarny program telewizyjny. Jako, że od lat nie mam telewizora pewne rzeczy mi umykają… ale na szczęście mam wokół siebie ludzi, którzy odkrywają przede mną ważne ścieżki prowadzące w różne niezwykłe miejsca… Nomen omen swoją drogą, ciekawe jak Kasia trafiła do Tel Avivu i czy wie o tym programie telewizyjnym…

Książki kucharskie, przynajmniej w moim przypadku, mają to do siebie, że w dużej części zawierają przepisy, z którymi się już zetknęliśmy. Czasami są nieco zmodyfikowane, bogatsze o jakieś składniki lub nieco uboższe. Tak było poniekąd i tym razem. Nie mniej jednak jestem pod ogromnym, pozytywnym wrażeniem tej książki kucharskiej – gdyż jest to książka niezwykła, rarytas. Zawiera piękne kompozycyjnie i kolorystycznie fotografie oraz kilka prawdziwych, rewelacyjnych odkryć kulinarnych (w moim subiektywnym przypadku). Jednak, przede wszystkim, największe wrażenie wywarły na mnie osobiste przemyślenia, wspomnienia i historie Malki oraz niebanalne cytaty.

Spodziewała się znaleźć ciekawe przepisy, które nie zawierają żadnych składników odzwierzęcych – i to, jak najbardziej, otrzymałam. W ciekawej formie, o egzotycznych smakach i bogatych aromatach. W bonusie dostałam zjawiskowe historie, a wraz z nimi wspomnienia, olśnienia i przebudzenia. Być może fakt nieoczekiwania tychże spotęgował mój utrzymujący się zachwyt.

„God Food” czyta się jak powieść i poradnik, książkę o głębokich, ważnych przemyśleniach i wszystkim tym, czego potrzeba w życiu. Jest totalna, pełna cudownych, magicznych opowieści o niezwykłych ludziach, zdarzeniach, jedzeniu. Poruszyła we mnie te struny, które drgają zawsze, gdy pojawia się prawda, gdy czyjaś prawda rezonuje z moimi odczuciami, wspomnieniami, spojrzeniem na rzeczywistość. Pewnie wiecie, o czym mówię.

Książka zawiera w sobie doskonałe historie i potrawy, delikatnie niepokojące reminiscencje, które trafiają prosto w serce. Mówi o wartościach, które są mi bliskie. O tym, że jedzenie jest czymś więcej niż tylko pokarmem. O szacunku do własnego ciała – unikaniu pokarmów, na które organizm źle reaguje, o szacunku dla planety – unikaniu produktów, które pozyskuje się niszcząc ją, o szacunku do zwierząt – rezygnacji z jedzenia, które jest okupione cierpieniem, a także o szacunku dla tych, którzy myślą inaczej. O magii rzeczywistości, wadze codzienności, wdzięczności i pozornych przypadkach. Jest jak ciekawa rozmowa ze starszą, długo niewidzianą siostrą.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *